7.04.2015

Rozdział dwunasty

Perspektywa Grześka
21/04/13 rzeszowski rynek
Siedziałem w naszym klubowym autobusie wraz z resztą drużyny i z uśmiechem obserwowałem ludzi machających do nas z chodników. Byłem w doskonałym nastroju – w końcu dzień wcześniej w bardzo dobrym stylu zdobyliśmy Mistrzostwo Polski!
Mój humor poprawiało przyjęcie przez rzeszowian. Witali nas jak jakichś króli, co było z jednej strony śmieszne, a z drugiej piękne. Cudowny gest, podziękowanie nam za ogrom pracy, którą wykonaliśmy przez kilka ostatnich miesięcy.
Przez ostatni miesiąc Lena zniknęła; wszystko działo się jak wcześniej. Było trochę nudno, życie większości Resoviaków – również i mnie – stało się rutyną. Teraz każdy z nas opowiadał sobie, w jaki sposób je zmieni.
- Jak myślisz, Seba. Lepsze będą Bahamy czy Majorka? – Igła właśnie wyjął kamerę i wkrótce planował zacząć filmować kolejny odcinek dla kibiców. Jednak, korzystając, że jeszcze jej nie włączył, planował z synem wakacje.
- Tato, ja jeszcze mam szkołę. Jeszcze dwa miesiące niestety będziesz musiał sobie posiedzieć w Rzeszowie. – zachichotał młody Ignaczak.
- A może zostaniesz z Dominiką i ciocią Zosią a my z mamą pojedziemy, co? – mrugnął Krzysiek.
- To się nazywa nie fair, tato! Musisz poczekać, aż skończy się nam rok szkolny, błagam. – krzyknął przerażony Sebastian.
Obserwowałem tą niezwykle uroczą rodzinną scenę mając niezły ubaw, a jednocześnie czując jakby ukłucie zazdrości. Ja wrócę do mieszkania i kogo zastanę? Nawet kota nie mam!
Po chwili Ignaczakowie zakończyli rozmowę i Igła włączył kamerę, komentując widoki za oknem oraz atmosferę w środku pojazdu.
Mimo gwaru w autobusie, po chwili każdy z nas mógł usłyszeć głośnych kibiców z Rzeszowa, których było… Naprawdę sporo! Patrzyłem przez okno i aż zdębiałem z wrażenia. Rzeszowski rynek wyglądał jak morze ludzi, głównie ubranych na biało-czerwono, którzy machają, skaczą i krzyczą z radości na nasz widok.
Wyszliśmy z pojazdu, uśmiechając się szeroko do przesympatycznych kibiców.  W tłumie zobaczyłem kilka znajomych twarzy, dzięki czemu nie czułem się tak bardzo obco.
Kolejny przebieg „fety” wyglądał następująco: nasze wyjście na scenę, podniesienie przez każdego pucharu, podziękowanie kibicom za przybycie, śpiewanie oraz skakanie z kibicami. Było tak niesamowicie, że aż nikt nawet nie zauważył, jak czas minął końca i ponownie udaliśmy się do autokaru. Nim odjechaliśmy pod Podpromie, a tam każdy wsiadł do swojego pojazdu.  Ja również, choć mi się nigdzie nie spieszyło.
W mieszkaniu oczywiście nikt na mnie nie czekał, tylko pod blokiem garstka kibiców, którzy pogratulowali mi złotego medalu i porobili sobie ze mną zdjęcia. Gdy znalazłem się sam pośród czterech ścian, poczułem pustkę.
Pewnie tak czują się samotnicy. Dziwnie, że dopiero teraz to odczułem.
Rzuciłem się na łóżko i zasnąłem, dopiero w tamtej chwili odczuwając zmęczenie.

Perspektywa Leny
W tej samej chwili

W dużej mierze ochrypnięta, ale szczęśliwa wróciłam do mieszkania. Jednak tam szybko poczułam się samotna, więc postanowiłam wyjść na spacer.
Pogoda była piękna, ale nie odczułam chęci spacerowania samej. Miałam ochotę kogoś odwiedzić. Ale kogo?
Rozmyślając, ruszyłam w stronę parku. Znałam ten zakątek najlepiej z całego miasta, ponieważ chodziłam tu przynajmniej raz dziennie. Zawsze spacer tutaj odprężał mnie, dzięki czemu anulowałam stres, który męczył mnie podczas studiów.
Z zamyślenia wyrwał mnie widok długowłosej blondynki, którą poznałam od razu. Była to Lila, znajoma z kilku wykładów. Zawsze siedziałyśmy na nich obok siebie, czasami podczas nudy rozmawiając ze sobą na różne tematy. Była zagorzałą kibicka, dlatego nie zdziwił mnie fakt, że miała w tym momencie na sobie „pasiak” – koszulkę, którą każdy kibic Resovii miał w swojej szafie.
- Hej, Lila! Co ty tu robisz? – zapytałam dziewczyny, gdy znalazłam się już w bliskiej odległości. 19-latkaę trochę przestraszyła moja obecność, ponieważ niezręcznie podskoczyła, zaskoczona moją obecnością. Ja również byłam zdziwiona, ponieważ widziałam ją w tym miejscu pierwszy raz.
- Cześć. Czekam na kolegę… - uśmiechnęła się dziewczyna i po chwili dodała: – Nie widziałam, że tu będziesz. Co tutaj robisz?
Parsknęłam śmiechem. Jakie to dziwne, że najbliższa mi osoba w mieście tak mało o mnie wie!
- Mieszkam w pobliżu. Właściwie codziennie tu chodzę, spaceruję, wiesz-odpędzam stres. – wytłumaczyłam ze śmiechem. – A co to za kolega, jeśli mogę wiedzieć? Znam go może?
- Och… Pewnie go znasz z widzenia. Trudno go nie zauważyć. Jest bardzo wysoki. – uśmiechnęła się. – Oto on! – wskazała nadchodzącego blondyna.
Na jego widok osłupiałam. Co w tym parku robił Piotr Nowakowski?


Siemanko. Coś tam nabazgrałam. Myślę, że zmieszczę to opowiadanie w 20 rozdziałach, ale nie jestem pewna. Jeśli tak się stanie, to rozdziały będą dłuższe, obiecuję. Jeżeli natomiast będą takiej samej długości, opowiadanie może liczyć 30 rozdziałów.

1 komentarz:

  1. Oby jak najdłużej Kochana :P
    Kurcze. Oboje z Leną potrzebują jakiegoś łącznika między sobą. Myślę, że będzie nim właśnie Piter.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń